Parafia p.w. Św. Józefa

 
   

 

VARIA- humor

   

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

                                                                           

 

 

Mężczyzna, który wracał wieczorem do domu, został napadnięty przez chuliganów, brutalnie pobity i ograbiony.
Leżał na chodniku cały we krwi. Drugą stroną ulicy szedł policjant. Popatrzył na leżącego i poszedł dalej.
Po kilku minutach przechodziła grupa skautów, ale także nie zwróciła uwagi na pobitego.
Podobnie było z przechodzącymi zakonnicami. Wreszcie pojawił się psycholog.
Zobaczył leżącego, przyjrzał mu się i wykrzyknął:
- Mój Boże, ktokolwiek to zrobił, natychmiast potrzebuje pomocy!

Jedzie Arab na wielbłądzie przez pustynię, a obok, ledwie żywa, biegnie jego żona. Spotykają jadącą naprzeciwko karawanę.
- Dokąd się tak spieszysz ? - pyta przewodnik karawany.
- Żona mi zachorowała, wiozę ją do szpitala.

 Ksiądz do matki z dzieckiem na Chrzcie świętym:
- Gratuluję! Dziecko bardzo mężnie zniosło chrzest.
- To nic dziwnego, cały tydzień trenowaliśmy, polewając je konewką! - odpowiada matka.

 

Umarł banknot 200 zlotowy. Przychodzi do nieba i Bóg, w swej wielkiej dobroci mówi mu:
- Do piekła!
Zasmucony banknot udaje się do kotła piekielnego, z którego widzi, jakby było wspaniale w niebie... Umarł banknot 100 zlotowy. Pan Bóg znów go do piekła wysyła. Umarł banknot 50 zlotowy. I znów do piekła. Podobnie z dwudziestozłotowym i dziesięciozłotowym. Umarła pięciozłotówka, ale i ona trafiła do piekła, tak jak i dwuzłotówka, i złotówka.
Gdy przed Panem Bogiem stanęłam pięćdziesięciogroszówka, ten uradowany wziął ją do siebie i po prawicy posadził. Inne nominały zaczęły krzyczeć:
- Dlaczego on jest z Tobą Panie, a my nie?
A Pan Bóg popatrzył na nich i zapytał:
- A kiedy ja was ostatni raz w kościele widziałem?

 Zdarzyło się naprawdę

Do kancelarii parafialnej przyszła kobieta z prośbą, aby ksiądz dał jej zaświadczenie, że może zostać matką chrzestną. Podała adres. Po sprawdzeniu w kartotece okazało się, że pod podanym adresem nie figuruje taka osoba. Na pytanie, dlaczego mówi nieprawdę odpowiedziała, że tam mieszka jej ciotka. To również okazało się nieprawdą.
- Czy chodzi Pani do kościoła? - zapytał ksiądz.
- Raczej nie... Kiedy mam natchnienie do modlitwy, to idę do lasu i tam kontempluję Pana Boga.
- Może więc, proponuję, aby udała się Pani po zaświadczenie do gajowego?
- A czy on takie coś wypisze?
- Niech pani zaryzykuje...
- Chyba ksiądz niepoważnie mnie traktuje...   - Mnie pani też...

 

Do opata Van Haeckego podeszła kiedyś w kościele bardzo stara i bardzo słabo widząca parafianka. Spytała go, odkąd zaczyna się droga krzyżowa. Kapłan, który poprzednie trzy godziny spędził wysłuchując spowiedzi, odparł bez wahania:
- Od małżeństwa.

Pewnego razu Karol Wojtyła wybrał się na samotną wycieczkę w góry. Ubrany sportowo, wyglądał tak, jak wielu innych turystów. W trakcie wędrówki spostrzegł, że zapomniał zegarka, podszedł więc do opalającej się na uboczu młodej kobiety i już miał zapytać o godzinę, gdy ta uśmiechnęła się.
- Zapomniał pan zegarka, co?
- A skąd pani wie? - zapytał zaskoczony Wojtyła.
- Z doświadczenia - odrzekła. - Jest pan dziś już dziesiątym mężczyzną, który zapomniał zegarka. Zaczyna się od zegarka, potem proponuje się winko, wieczorem dansing...
- Ależ proszę pani, ja jestem księdzem - przerwał jej zawstydzony Wojtyła.
- Wie pan - odpowiedziała rozbawiona nieznajoma - podrywano mnie w różny sposób, ale na księdza to pierwszy raz.

Pielgrzymkowe miejsce. Mężczyzna po wyjściu z kościoła woła:
- Teraz to ja mogę chodzić!
Wśród pątników poruszenie: Czyżby cud?
- Nie, tylko widzę, że ukradli mi rower!

- Proszę księdza, czy dostanę się do nieba, jeśli ofiaruję na kościół 10 tysięcy?
- Ręczyć nie mogę, ale spróbować warto.

 

 

Małżonka jednego z więźniów poszła do naczelnika więzienia prosić o lżejszą pracę dla męża.
- Ależ szanowna pani, przy klejeniu papierowych toreb jeszcze nikt się nie przemęczył!
- Tak, ale on po tej pracy całymi nocami musi jeszcze kopać jakiś tunel...

Przed domem kłócą się dwie sąsiadki. W pewnym momencie jedna z nich nie wytrzymuje i krzyczy do drugiej:
- Ty stara małpo!
- Tylko nie stara! - odkrzykuje druga. Tylko nie stara!

Wizyta w Zoo:
- Tato, dlaczego ta gorylica tak krzywo na nas patrzy?!
- Uspokój się synku, to dopiero kasa

W ogrodzie zoologicznym zwiedzający pyta dozorcę:
- Kiedy pan będzie karmić małpy?
- A co, jest pan głodny?

Nauczyciel napisał w dzienniczku uczennicy:
- Pańska córka Zosia jest nieznośną gadułą.
Nazajutrz dziewczynka przyniosła dzienniczek z adnotacją ojca:
- To pestka gdyby pan słyszał jej matkę!

Panie władzo! Szybko! Tam za rogiem ulicy... - wołają dwaj zadyszani chłopcy do przechodzącego policjanta.
- Co się stało?
- Tam... nasz nauczyciel...
- Wypadek?!
- Nie... on nieprawidłowo zaparkował!

Lekarz rozmawia z pacjentem - nałogowym palaczem.
- Czy nie może się pan obejść bez papierosów? Czy sprawiają panu aż tak dużą przyjemność?
- Oczywiście. Ilekroć zapalę, to teściowa wychodzi z pokoju.

Szereg lat teściowa wierciła dziurę w brzuchu zięciowi żądaniem, że po śmierci chce być pochowana z honorami na Powązkach. Faceta doprowadzało to do furii. Wreszcie pewnego dnia wpada zdyszany do domu po pracy i od progu krzyczy:
- Nieważne jak, nieważne z kim i nieważne za ile, ale załatwiłem! Niech mamusia będzie gotowa na jutro na 8 rano...

Przyjechała teściowa:
-Otwieraj ty łobuzie, wiem że jesteś w domu, bo twoje adidasy stoją przed drzwiami!
-Niech się mama tak nie wymądrza, poszedłem w sandałach!

Misiu z zajączkiem siedzą w jednej celi. Misiu siedzi w kącie, a zajączek cały czas biega.
- Misiu uciekajmy stąd, oni nas zabiją!
- Zajączku usiądź sobie, jesteś ze mną, nic ci nie zrobią.
Zajączek jednak po chwili wstaje i znów chodzi.
- Misiu uciekajmy oni nas zabiją!
- Zajączku uspokój się i siadaj.
Zajączek siada. Otwierają się drzwi i do celi wchodzi wielbłąd. A zajączek:

- Misiu uciekajmy, zobacz co oni zrobili z tym koniem!

Jedzie zajączek z niedźwiedziem na jeden bilet i przychodzi kanar. To niedźwiedź schował zajączka do kieszeni w marynarce i pokazuje bilet.
Kanar się pyta:
- A co pan tam trzyma w kieszeni marynarki?
Niedźwiedź uderza się w pierś, wyciąga spłaszczonego zajączka i mówi:
- Zdjęcie kolegi.

Siedzi zajączek i cos pisze. Podchodzi wilk:
- Zajączku, co piszesz?
- Doktorat o wyższości zajączków nad wilkami!
- Ja ci zaraz!
I za zającem w krzaki. Zakotłowało się i wychodzi potargany wilk.
Za nim niedźwiedź:
- Trzeba się było zapytać, kto jest promotorem!

"Do Kościoła ..."

Któregoś niedzielnego ranka, matka budzi syna, żeby wstał i szykował się do kościoła.
- Oh jak mi się nie chce dzisiaj iść do kościoła, nikt mnie tam nie lubi, kazania są nudne i żaden z moich znajomych już mnie nie odwiedza.
- Synu - powiedziała matka - po pierwsze, nie wszyscy Cię nie lubią, tylko kilku brutali, którym musisz stawić czoła,
- po drugie, kazania mają duże znaczenie dla wielu ludzi. Jeśli byś ich posłuchał, byłbyś zaskoczony w jakim stopniu pomagają one ludziom.
- po trzecie, masz dużo przyjaciół w kościele. Zawsze zapraszają Cię do swoich domów.
- po czwarte, musisz iść, jesteś przecież proboszczem tej parafii!!!

 Przepraszam, panie władzo, czapkę ma pan daszkiem do tyłu.

- Nie szkodzi, zaraz będę wracał.

 Panie kelner, co macie do jedzenia?
- Proponuję pieczeń huzarską...
- A co to ja huzar, żebym jadł huzarską?
- To może pieczeń wieprzową?
- O tak, bardzo proszę.
  
- Panie kelner, to wino jest ciepłe - denerwuje się gość w restauracji.
- To niemożliwe! Przed chwila sam dolewałem do niego zimnej wody.
 

Przychodzi do lekarza 60letnia staruszka i mówi:
- strasznie boli mnie brzuch
- to niech pani unika wchodzeniu po schodach.
Po miesiącu przychodzi i mówi:
- czy mogę już chodzić po schodach?
- tak
- to chwała BOGU bo WCHODZENIE NA 4 PIĘTRO PO RYNNIE STRASZNIE MNIE ZMĘCZYŁO

Płacze facet na chodniku.
Spotyka go znajomy. I się pyta:
- Czego płaczesz??
- Porwali mi teściową.
- Ale to powód do radości
- Ta.. ale zażądali okupu
- No to nie dawaj                                                                               
- Muszę
- Czego?
- Bo powiedzieli, że jak nie dam to ją sklonują.

                                                                                                                           

Reporter telewizji polskiej przeprowadza wywiad z 80-letnim góralem Baco powiedzcie co wy robicie ,że dożyliście tego wieku?
-Nie mogę powiedzieć!
-Dlaczego??
-Bo ojciec mi nie pozwala
- To wy macie ojca?
-No pewnie! Poszedł z dziadkiem na ryby!

Kobieta mówi znajomej, że wychodzi po raz czwarty za mąż.
- Jak wspaniale! Mam nadzieję, że nie będziesz miała mi za złe, jeśli spytam, co się stało z twoim pierwszym mężem?
- Zjadł trujące grzyby i zmarł.
- Ależ tragedia! A drugi mąż?
- On też zjadł trujące grzyby i umarł.
- Ale nieszczęście! Boję się spytać, co się stało trzeciemu mężowi.
- Zmarł z powodu skręcenia karku.
- Skręcenia karku?
- Nie chciał jeść grzybów

  
Chłopak na balu do blondynki:
- Mogę cię poprosić do walca?
- Zgłupiałeś?! To już nie miałeś
czym przyjechać?!

                                                                                                                  

Jadą dwie blondynki maluchem. Nagle samochód staje. Jedna blondynka patrzy pod maskę i mówi:
- ej Zocha silnika nie mamy.
Na to druga odpowiada patrząc do bagażnika:
- spokojnie Krysiu mamy zapasowy.

  
Spotykają się dwie blondynki.
- wiesz mój syn ma 3 miesiące, a już siedzi - chwali się jedna
- tak a, za co!!!?????????

Trzech myśliwych przechwala się, który więcej zwierzyny upolował.
Pierwszy mówi:
- Ja upolowałem niedźwiedzia!
Drugi:
- Ja upolowałem 100 zajęcy!!!
Trzeci:
- A ja upolowałem 10000 nopleasów!!!
- Nopleasy? Co to takiego?
- Nie wiem. Po prostu biegały i krzyczały "No, please!"

Przechwala się trzech myśliwych.
Pierwszy z nich:
- Ja to byłem w Afryce i polowałem na lwy!
Drugi:
- A ja to byłem na Alasce i polowałem na łosie!
Na to ostatni:
- Hmm, panowie, a ja byłem w Norwegii...
- A fiordy widziałeś?
- Fiordy!? Panowie, fiordy to mi z ręki jadły...

Idzie myśliwy przez las i śpiewa:
- Na polowanko, na polowanko!
Z tylu wychodzi miś, klepie go po ramieniu i pyta:
- Co, na polowanko?
- Nie! Ależ skąd!! Na ryby!

Nauczyciel historii wpada zdenerwowany do pokoju nauczycielskiego i mówi do dyrektora:
- Ech, ta 7B! nie wytrzymam z tymi baranami! Pytam ich kto wziął Bastylię, a oni krzyczą, że to nie oni!
- Niech się pan tak nie denerwuje - uspokaja dyrektor - może to rzeczywiście ktoś z innej klasy.

 Czy nauczyciel nie zorientował się jeszcze, że pomagam ci w odrabianiu lekcji ? - pyta ojciec syna. 
- Nie, ale mówi, że jestem coraz głupszy.

Nauczyciel kazał Jasiowi napisać w zeszycie 100 razy: "Nigdy nie będę mówił do nauczyciela "TY".
Nazajutrz Jasio przynosi zeszyt.
- Dlaczego to zdanie napisałeś nie 100, ale 200 razy?
- Bo cię lubię Kaziu!

Wycieczka szkolna w muzeum. Zainteresowanie Jasia wzbudza tabliczka umieszczona obok mumii.
- Tutaj jest napisane 2466 PNE. Co to może znaczyć - pyta kolegę.
- To chyba rejestracja wozu, który potrącił tego nieboszczyka

W trakcie egzaminów poproszono o otworzenie okna. Profesor stwierdził:
- Proszę bardzo. Orłów tu nie ma. Nie wyfruną.
Po egzaminie, gdy wszyscy wychodzili, jeden ze studentów powiedział:
- O, pan profesor też drzwiami.

Z forum policyjnego:
Gdy obsługuje zdarzenie drogowe na moim terenie, najczęściej na wsi, zawsze takiemu zdarzeniu towarzyszy tłum gapiów. Aby bezkolizyjnie rozgonić tłum stosuje prosty trick. Biorę od technika wyłączony aparat, zbliżam się do gawiedzi ze słowami:
- Kto jest na zdjęciu, będzie naszym świadkiem.
Na efekt nie trzeba czekać. Rozbiegają się na cztery strony świata. Na razie zawsze działa.

Ojciec wraca z pracy i widzi, jak trójka jego dzieci siedzi przed domem, ciągle ubrana w piżamy i bawi się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony były otwarte, podobnie jak drzwi wejściowe do domu i nie było najmniejszego śladu po psie.
Mężczyzna wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a chodnik zawinięty pod samą ścianę. Na środku pokoju głośno grał telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby.
W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie jedzenie było wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a przy tylnich drzwiach była usypana kupka z piasku.
Mężczyzna szybko wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na to, tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora albo, że stało się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów.
Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na łóżku w piżamie i czytającą książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień.
Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
- Co tu się dzisiaj działo?
Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
- Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie, co ja do cholery dziś robiłam?
- Tak - odpowiedział z niechęcią.
- Więc dziś tego nie zrobiłam.

 

Umarł mąż okropnej kobiety. Wdowa dzwoni więc do lokalnej rozgłośni radiowej, zamówić nekrolog.

“Jaki tekst sobie życzy szanowna pani?”

Wredna kobieta mówi: “Frank umarł.”

“Ale proszę pani, czy pani nie sądzi, że to trochę mało?”

“Nie, tyle wystarczy; nie chcę zbyt dużo płacić.”

“Proszę pani, cena jest taka sama dla tekstu do ośmiu słów, więc może pani bez problemu coś dodać.”

“Dobrze, chętnie coś dodam, proszę zapisać: Frank umarł, sprzedam traktor w bardzo atrakcyjnej cenie.”

 

Główny dyrektor, przeżywając koszmarne problemy ze swoim komputerem, w stanie czarnej rozpaczy dzwoni do informatyka, który jest akurat na urlopie. Telefon odbiera jakieś małe dziecko, więc dyrektor się pyta:

- Czy tatuś jest w domu?
- TAK – odpowiada cichy głosik.
- Czy mogę z nim porozmawiać?

Ku jego wielkiemu zaskoczeniu, głosik mówi NIE. Dyrektor chce oczywiście porozmawiać z kimś dorosłym, więc pyta dalej:

- A mamusia, jest w domu?
Odpowiedź znów brzmi: TAK.
- Czy mogę z nią porozmawiać?
- NIE – szepta dziecko.

Dyrektor domyśla się, że rodzice widocznie robią coś ważnego i zakazali dziecku przeszkadzać. Ktoś jednak musi się opiekować tym maluchem, myśli sobie dyrektor, więc postanawia przynajmniej zostawić wiadomość niani.

- A czy ktoś jeszcze jest z wami w domu? - zapytuje.
- Tak, policjant – odpowiada szepczący głosik.
- Ooo… Czy mogę z nim porozmawiać? – pyta dyrektor, dość zaskoczony.
- Nie, on jest bardzo zajęty – informuje go cichy głosik.
- Ooo… A czym jest tak zajęty? – pyta bardzo już zaniepokojony dyrektor.
- Rozmawia właśnie z mamusią, tatusiem i strażakiem – relacjonuje malec.

Dyrektor aż zaniemówił... Nagle, słyszy w słuchawce jakiś dziwny dźwięk, tak jakby lądował helikopter. Co to oznacza, u licha? – zastanawia się dyrektor.

- Co to za dźwięk? - pyta.
- Heli-kopter – sylabizuje dzieciak.
- Dziecko, na litość boską, co się tam u was dzieje? – dyrektor jest już bardzo zdenerwowany.
- Policjanci i strażacy przeszukują teraz park za naszym domem – szepta dziecko.

Dyrektor wpada w panikę: No tak, ale czego oni szukają? - pyta.
Dzieciak chichocze:
- MNIE!


                  Generał do szeregowców:
                  -Z prośbami walcie do mnie, jak do własnego ojca!
                   Na to ktoś woła:
                  -Tato, pożycz mi 200 zł i kluczyki do wozu.

 

Okulista zasiadający w komisji wojskowej pyta poborowego:
- Czy widzicie tam jakieś  litery?
- Nie widzę.
- A widzicie w ogóle tablice?
- Nie widzę.
- I bardzo dobrze, bo tam nic nie ma! Zdolny

Policjant zatrzymuje kobietę:
- Proszę pani, na tej ulicy obowiązuje ruch jednokierunkowy.
- A czy ja jadę w dwóch kierunkach??

Po pogrzebie policjant chwali się koledze:
- Słuchaj na tym pogrzebie były same bałwany, gdy orkiestra zagrała tylko ja poprosiłem wdowę do tańca.

Policjant chwali się narzeczonej:
- A poza tym czytam bardzo dużo książek.
- Naprawdę? Czytałeś Norwida?
- Nie. A kto to napisał?

Siedzi baca na autostradzie w USA i liczy dolary. Zauważył go jadący policjant i zatrzymał się pokazując odznakę z napisem POLICE. Baca przeczytawszy napis powiedział:
- O Panocku, to są moje dolary i police se je som.


Zdenerwowana matka pisze do nauczycielki:
- "Bardzo prosimy już nigdy więcej nie bić Jasia! Bo to słabe, dobre, biedne dziecko. My sami nigdy go nie bijemy. Chyba, że w obronie własnej..."

W liście z kolonii Jasiu pisze do rodziców:
- Tutaj jest pięknie, jestem bardzo zadowolony, dużo leżę i odpoczywam. Bądźcie spokojni i nie martwcie się o mnie.
PS. Co to jest epidemia?

 

Jaś do nauczycielki:
– Ja to nie chcę nic mówić, ale mój tata powiedział, że jeśli jeszcze jedna uwaga znajdzie się w dzienniczku, to się komuś zdrowo oberwie

. - Jasiu - mówi tata. - Chcę, żebyś wiedział, że dostałeś ode mnie takie solidne lanie, bo bardzo ci kocham!                                                            -Tatusiu, ja chyba nie zasługuję na tyle miłości..

  •  Dziś kaszle pani o wiele lepiej niż wczoraj...
    - Tak, panie doktorze, bo ja przez całą noc trenowałam!

     Wchodzi zapłakana blondynka do baru i żali się barmanowi:
    - Dlaczego wszyscy się ze mnie śmieją że jestem tak głupia?
    - Nie martw się - mówi barman- znam kogoś kto jest głupszy. Woła siedzącą obok rudą i mówi:
    - Idź do domu i sprawdź czy cię tam nie ma.
    Po 10 minutach przychodzi ruda i mówi:
    - Nie, nie ma mnie tam.
    A blondynka się śmieje:
    - Jaka głupia ja bym zadzwoniła

    Blondynka kupiła telefon komórkowy i zabrała go do sklepu. Gdy stała w kolejce do kasy, jej telefon zadzwonił. Blondynka odbiera, a po chwili pyta:
    - Ach, to ty, Madziu! Zadzwoniłaś do sklepu! Skąd wiedziałaś, że tu jestem?

     

    Mała Ania mówi:
    -Mamusiu, pójdę do sklepu kupić zeszyt...
    -Ani mi się waż! Taki deszcz leje, że żal psa wypędzić. Tata zaraz pójdzie i kupi ci ten zeszyt.

     

    Okulista zasiadający w komisji wojskowej pyta poborowego:
    - Czy widzicie tam jakieś  litery?
    - Nie widzę.
    - A widzicie w ogóle tablice?
    - Nie widzę.- I bardzo dobrze, bo tam nic nie ma! Zdolny!                                              

    Uwagi z dzienniczków

    Syn na lekcji przeżuwa pokarm.

    Janek wisi za oknem po dzwonku.                                                                                     

    Kowalski w trakcie lekcji uprawiał ziemię cyrklem w doniczce.

    Schowany za podręcznikiem fizyki wydaje odgłosy przyprawiające mnie o mdłości.

    Wyrzucił koledze teczkę za okno i powiedział, że "jak kocha, to wróci".

    Podpalił koledze teczkę na lekcji i zapytał, czy może wyjść po gaśnicę.

    Zamknął nauczyciela na klucz i odmówił zeznań.

    Podał nie swoje imię, motywując, że chciałby się tak nazywać.

    Wysłany w celu namoczenia gąbki wrócił z mokrą głową i suchą gąbką.

    Ukradł dziennik lekcyjny, nie chce oddać i żąda okupu.

    Ukradł sedes z ubikacji szkolnej.

    Stale obraża się na nauczycieli.

    Wyrwany do odpowiedzi mówi, że nie będzie zeznawał bez adwokata.
     

  • Przemek bawi się na lekcji wszystkim, nawet chorym palcem.

    Uczeń przeszkadzał pani w lekcji, m.in. leżał na podłodze, robił zamieszanie.

    Rzuca w koleżanki spreparowaną żabą.

    Kowalska i Jóźwiak nie chcą podać swego nazwiska.

    Rzucił w nauczyciela doniczką i krzyknął: "Trafiłem!".

    Demonstrując działanie gejzeru, opryskał pomidorem całą klasę.

    Pije wodę z kranu, mówiąc: "Kaca mam".

    Z radości, że nie ma nauczyciela, zwalił tablicę.

    Śmieje się parszywie.

    Nie wiesza się w szatni

     

    Śpiewnik dla kierowców

    Wykaz  pieśni, 
    jakie należy śpiewać  podczas jazdy samochodem,
    gdy rozwija się następujące prędkości:
    
    90 km/h - To szczęśliwy dzień
    100 km/h - Cóż Ci Jezu damy
    110 km/h - Ojcze, Ty kochasz mnie
    120 km/h - Liczę na Ciebie Ojcze
    130 km/h - Panie, przebacz nam
    140 km/h - Zbliżam się w pokorze
    150 km/h - Być bliżej Ciebie chce
    160 km/h - U drzwi Twoich stoję Panie
    170 km/h - Pan Jezus już się zbliża
    180 km/h - Jezus jest tu
    200 km/h - Witam Cię, Ojcze
    

    Nauczycielka nie radząc sobie z Jasiem, kazała mu przyjść do szkoły z ojcem.
    - Proszę pana, jeżeli Jasiu dalej będzie się tak uczył, to pójdzie do szkoły specjalnej.
    - Pani! Niech on najpierw tą szkołę skończy, a później pomyślimy o dalszej nauce.

    Jasio pyta ojca:
    - Tato, czy to prawda, co mówiła wczoraj pani Kowalska, że ludzie pochodzą od małpy?
    - Być może synku, nie znam rodziny pani Kowalskiej...

    Przychodzi baba z dzieckiem do lekarza.
    - Czy dziecko przechodziło odrę?
    - A gdzie tam, panie, my zza Buga!


    Przychodzi zezowata baba do zezowatego lekarza, a ten krzyczy:
    - Zaraz, zaraz! Nie wszystkie na raz!
    - Ja nie do pana. Ja do tego pod oknem.

    Lekarz do żony pacjenta:
    -Pani mąż potrzebuje spokoju i ciszy i jeszcze raz spokoju
    -No właśnie!!! Przecież powtarzam mu to sto razy dziennie!!!

    Okulista kończy badanie pacjenta i powiada:
    - No tak... Jednego tylko nie rozumiem...
    - Czego? - pyta pacjent.
    - W jaki sposób pan tu w ogóle trafił.

    Przed operacją.....
    - Panie ordynatorze, czy będzie mnie pan osobiście operował???
    - Tak, lubię przynajmniej raz na rok sprawdzić, czy jeszcze coś pamiętam....

    Blondynka dyktuje na poczcie treść telegramu:
    - Ble, ble, ble.
    Pracownica poczty pyta:
    - A może dopiszemy jeszcze jedno "ble" ?
    - Nie... - odpowiada po namyśle blondynka - To by nie miało sensu !


    Z gabinetu dentystycznego wypada pacjent.
    - Jak było? - pyta żona.
    - Dwa wyrwał.
    - Przecież tylko jeden cię bolał.
    - Nie miał wydać.

    - Panie doktorze, swędzi mnie całe ciało.
    - A próbował się pan kąpać, jak mówiłem?
    - Tak, wykąpałem się - dwa tygodnie było w porządku ale teraz znowu swędzi.

    - Ten lekarz którego mi poleciłeś to cudotwórca! Uleczył moją żonę w ciągu minuty!
    - Tak? No sam nie myślałem, że jest taki dobry... A jak to zrobił?
    - Powiedział jej, że wszystkie jej choroby to oznaka nadchodzącej starości...

    - Czy ta kuracja czosnkowa, którą panu zaleciłem pomogła? -pyta lekarz pacjenta.
    - O tak! Straciłem przeszło dwadzieścia kilogramów wagi i wszystkich przyjaciół...

    Przychodzi pacjent do dentysty i mówi:
    - Mam jakieś takie żółte zęby. Co mi pan doradzi?
    - Brązowy krawat.

    Szkot mówi do syna:
    - Gdy będziesz grzeczny to pójdziemy do cukierni, żebyś sobie popatrzył na lody!


    Rozmawiają dwie koleżanki:
    - Mariola, jak możesz tyle jeść, skoro ciągle powtarzasz, że dbasz o linię?
    - Bo linia powinna być gruba i wyrazista!

    Psychiatra bada trzech pacjentów:
    - Ile to jest 2 razy 2? - pyta pierwszego.
    - 5432.
    - Ile to jest 2 razy 2? - pyta drugiego.
    - Środa.
    - Ile to jest 2 razy 2? - pyta trzeciego.
    - Cztery.
    - Świetnie! - wykrzykuje uradowany lekarz. - W jaki sposób pan to wywnioskował?
    - Zwyczajnie. Podzieliłem 5432 przez środę.
     

    Żona z mężem oglądają horror. Nagle pojawia się straszny potwór.
    - O matko! - krzyczy żona.
    - Teściowa? Faktycznie podobna

    W kancelarii pojawił się starszy mężczyzna, który chciał zakupić dla siebie i dla żony grób na parafialnym cmentarzu.
    - Tylko na górce, proszę księdza. bo mam reumatyzm.

    Proboszcz pewnej małej parafii, podczas odprawiania Mszy, poinformował jedynie, że Msza jest odprawiana "w pewnej intencji". Zaintrygowany wikary zagadnął w zakrystii proboszcza o tę intencję. Ten podsunął mu książeczkę z intencjami, w której widniało: "o szczęśliwe odnalezienie krowy".

    Po modlitwie i poświęceniu domu ksiądz siada z domownikami przy stole i zwraca się do małej dziewczynki:
    - Umiesz się żegnać dziecko?
    - Umiem - odpowiada dziewczynka
    - Do widzenia.

    Na lekcji religii omawia nauczyciel z maluchami, jak szanować rodziców.
    -A czy jest jakieś przykazanie, które mówi o tym, jak traktować braci i siostry?
    Mały chłopiec odpowiada: - Nie zabijaj.

    Sprawdzając wiadomości religijne dzieci idących do I Komunii, siostra katechetka usłyszała taką oto wersję Bożego przykazania;
    - Nie pożądaj żadnej żony bliźniego swego!
    - Pomyśl. Damianku! Coś ci się pomyliło.
    Damian po chwili:
    - Nie pożądaj żony bliźniego swego nadaremno

    Jedna z dziewczynek mówi do drugiej:
    - My przed kolacją zawsze się modlimy.
    Druga jej odpowiada:
    - My nie musimy, bo moja mama zawsze dobrze gotuje.                                                       

    Mały chłopiec zgubił się w tłumie.
    - Jak sie nazywają twoi rodzice? - pyta go policjant.
    - "Kochanie" i "prosiaczek" - odpowiada malec przez łzy.

     

    Pacjent w szpitalu do pielęgniarki:

    - Ale to lekarstwo obrzydliwe!

    - To nie lekarstwo, to obiad.

     

    Dumny ojciec mówi do synka:

    - Bocian przyniósł ci siostrzyczkę, chcesz ją zobaczyć?

    - Później, pokaż mi najpierw bociana.

     

    Rozmowa dwóch szefów firm:

    - Dlaczego twoi pracownicy są zawsze punktualni?

    - A bo wiesz, mam 30 pracowników a tylko 20 miejsc na parkingu.

     

    W restauracji na przedmieściu Wiednia klient zamawia pieczonego gołębia.

    Chwilę potem wzywa kelnera.

    - Czy ten gołąb jest naprawdę młody?

    - Ależ oczywiście!

    - Taak? To co znaczy kartka przyczepiona do jego nogi: „Idę z odsieczą. Jan III Sobieski”?

     

    -Panie majster, Franek spadł z rusztowania!

    -To wyjmijcie mu ręce z kieszeni, żeby wyglądało na wypadek przy pracy.

     

     Kolega podwozi kolegę nowym samochodem:
    - Nie wiesz, jak często trzeba zmieniać olej?
    - Nie wiem, ale mój kumpel zmienia co 5 lat.
    - A co ma?
    - Budę z frytkami.

    Córeczka budzi się o trzeciej w nocy i mówi:
    - Mamo, opowiedz mi bajkę.
    - Zaraz wróci tatuś i opowie nam obu...

    Na rozprawie sędzia pyta oskarżonego
    - Dlaczego uciekł pan z więzienia?
    - Bo chciałem się ożenić.
    - No to ma pan dziwne poczucie wolności.

    Po skończonym egzaminie profesor wpisał do indeksu studenta tylko jedno słowo – "Idiota".
    Ten przeczytał, popatrzył na profesora i mówi:
    - Ależ pan roztargniony, miał pan wpisać ocenę, a pan się podpisał.

    Zrobiłeś zadanie?
    - Proszę pani, mamusia zachorowała i musiałem wszystko w domu robić...
    - Siadaj, dwója! A ty Witku, zrobiłeś zadanie?
    - Ja proszę pani musiałem ojcu pomagać w polu...
    - Siadaj, dwója! A ty Jasiu, zrobiłeś zadanie?
    - Jakie zadanie, proszę pani, mój brat wyszedł z więzienia, taka balanga była, że szkoda gadać!
    - Ty mnie tutaj swoim bratem nie strasz! Siadaj, trója.

    Pewien góral z żoną i siedmioletnim synem przechodzili w bród Dunajec. Na środku rzeki gdy woda sięgała im już do piersi, żona zaniepokojona zapytała:
    - A gdzie Jontek?
    - Nie bój się - odpowiedział chłop - ja go za rękę prowadzę!

    Noc. Wielki pożar. Siedem jednostek straży pożarnej walczy z żywiołem. Do kierującego akcja podchodzi jakiś facet:
    - Jak wam idzie? Nikt ze strażaków nie ucierpiał?!
    - Niestety - odpowiada strażak - Dwóch naszych ludzi zostało w płomieniach, a sześciu jest ciężko poparzonych. Ale za to wynieśliśmy z budynku szesnaście osób... trwa reanimacja...
    - Szesnaście osób?!?! Przecież tam był tylko ochroniarz!
    - Skąd pan wie?! Kim pan jest???
    - Kierownikiem tego prosektorium...

    Świeżo poślubiona żona mówi do męża, który właśnie wrócił z pracy:
    - Mam wspaniałą wiadomość. Niedługo będziemy mieszkać we trójkę!
    Mąż nie posiadał się z radości. Ucałował żonę i powiedział:
    - Och, kochanie, jestem najszczęśliwszym mężczyzną na świecie!
    - Cieszę się, że tak czujesz, bo jutro rano wprowadza się do nas moja mamusia.

    Pan domu otwiera drzwi i mówi:
    - Teściowo, co tak stoicie na zewnątrz w deszczu?! Idźcie do domu.

    Stoją dwie blondynki na przystanku i czekają na autobus. Autobus podjeżdża, a one podchodzą do drzwi kierowcy i jedna się pyta:
    - Dojadę tym autobusem do Centrum ? Nie - odpowiada kierowca.  - A ja ?- pyta druga.

     Policjant zatrzymuje blondynkę jadącą pod prąd ulicy jednokierunkowej.
    Policjant: "Czy pani wie, GDZIE pani jedzie?"
    Blondynka: "Nie wiem, ale gdziekolwiek by to nie było, to muszę być solidnie spóźniona, bo wszyscy już wracają!"

     Nie rozumiem, jak jeden człowiek może robić tyle błędów? - Mówi nauczyciel do ucznia.
    - Wcale nie jeden - odpowiada uczeń. Pomagali mi brat i siostra.

    Przychodzi baba do lekarza i lekarz mówi:
    - Dawno pani nie było
    - Bo chorowałam...

    Przychodzi garbata baba do lekarza a lekarz mówi:
    - co się pani tak skrada?

    Dwaj mali chłopcy - żyd i katolik - czekali na autobus. Żyd zapytał:
    - Co chcesz robić, gdy dorośniesz?
    - Myślę, że zostanę księdzem - dumnie odpowiedział katolik.
    - Tak? A po co? - zapytał żyd.
    - Jeśli będę dobrym księdzem, to zostanę prałatem.
    - Tak? A po co?
    - Jeśli będę dobrym prałatem, to może pewnego dnia zostanę biskupem.
    - Tak? A po co?

    Nieco poirytowany chłopak odparł:
    - Jeśli będę dobrym biskupem, to może zostanę kardynałem.
    - Tak? A po co?

    Ściszonym głosem powiedział:
    - Jeśli będę dobrym kardynałem, to może pewnego dnia zostanę wybrany papieżem.
    - Tak? A po co?

    Chłopak uniósł ręce i zawołał:
    - Czy chcesz, żebym został Chrystusem?
    Na co żyd odpowiedział:
    - Dlaczego nie? Jeden z naszych chłopców to zrobił.

    - Chciałem zamówić dla żony tort urodzinowy.
    - Ile świeczek?
    - 26 - jak zwykle
    .

     Zocha mówi do swego męża Józka:
    - Ty Józek zostaliśmy zaproszeni na bal maskowy
    - Ja nie idę, bo nie mam się za co przebrać
    - Najlepiej nie pij - nikt cię nie pozna
    .

    Bóg patrząc na grzeszną Ziemię zauważył zły stosunek społeczeństwa do lekarzy. Chcąc podnieść reputację całego personelu medycznego, zszedł był na Ziemię i zatrudnił się jako lekarz w przychodni rejonowej. Pierwszy dzień pracy, siedzi w izbie przyjęć, przywożą mu sparaliżowanego chorego (20 lat na wózku inwalidzkim). Bóg wstaje, kładzie choremu na głowę swoje dłonie i mówi:
    - Wstań i idź!
    Chory wstaje, wychodzi na korytarz. Na korytarzu tłum oczekujących, wszyscy pytają:
    - No i jak nowy doktor?
    - Łazęga nie doktor, nawet ciśnienia nie zmierzył...

    Mała Ela dostała w prezencie los toto-lotka.
    - Musisz teraz Pana Boga bardzo poprosić, żeby twój los wygrał - powiedziała mama.
    Wieczorem zastaje dziewczynkę nad modlitewnikiem.
    - Znalazłam już coś odpowiedniego dla mnie - chwali się mała.
    - Co takiego?
    - Mam tutaj modlitwę dla bezdzietnych
    .

     Godziny szczytu, ogromny ścisk w tramwaju. Nagle wśród stłoczonych ludzi ktoś woła:
    - Czy jest tu lekarz???????
    - Jestem! - krzyczy pasażer z daleka i przeciska się przez tłum.
    Gdy lekarz dochodzi do wołającego, ten pyta:
    - Choroba gardła na 6 liter?

    Katechetka pyta dzieci:
    - Dlaczego w kościele należy być cicho?
    - Bo ludzie tam śpią.

    Trzynasty wiek. Wielu naśladowców św. Franciszka wędruje po całej Europie. Pewnego dnia jeden z nich spotyka w czasie swej wędrówki krzyżaka.
    - Pokój i Dobro - pozdrawia go franciszkanin.
    - Ogniem i mieczem - odpowiada krzyżak.

    Czasy minione, epoka reżimu komunistycznego. Sekretarz partii wezwał na pogawędkę księdza:
    - Niech ksiądz mi powie - pyta sekretarz - jak to jest, że ludzie w wasz raj wierzą, a w komunistyczny - nie?
    - My swojego nigdy nie pokazujemy
    ...

    Co by się stało, gdyby mężczyźni tak naprawdę rządzili światem?

    1. Święto Kobiet 8 marca zostałoby przeniesione na 29 lutego.
    2. Krawata można nie wiązać.
    3. Operacja powiększenia piersi byłaby refundowana przez NFZ.
    4. Wszystkie kobiety miałyby to samo imię - dla uproszczenia.
    5. Wszystkie kobiety miałyby alergię na złoto, futra i drogie kamienie.
    6. Bikini byłoby najlepszym ubraniem bizneswomen.
    7. Kobiety miałyby wreszcie to, o czym tak marzą - pracowałyby na wszystkich stanowiskach. A mężczyźni byliby na zasiłkach, ale za to wysokich...

    Modli się mały chłopczyk:
    - Panie Boże nie martw się, że nie możesz się doczekać, aż będę lepszy. Póki co jest mi całkiem dobrze z tym, jaki jestem.

    Pewnego razu Karol Wojtyła wybrał się na samotną wycieczkę w góry. Ubrany sportowo, wyglądał tak, jak wielu innych turystów. W trakcie wędrówki spostrzegł, że zapomniał zegarka, podszedł więc do opalającej się na uboczu młodej kobiety i już miał zapytać o godzinę, gdy ta uśmiechnęłą się.
    - Zapomniał pan zegarka, co?
    - A skąd pani wie?
    - zapytał zaskoczony Wojtyła.
    - Z doświadczenia - odrzekła. - Jest pan dziś już dziesiątym mężczyzną, który zapomniał zegarka. Zaczyna się od zegarka, potem proponuje się winko, wieczorem dansing...
    - Ależ proszę pani, ja jestem księdzem
    - przerwał jej zawstydzony Wojtyła.
    - Wie pan - odpowiedziała rozbawiona nieznajoma - podrywano mnie w różny sposób, ale na księdza to pierwszy raz.

    Dwie starsze siostry od lat pracujące w szpitalu na oddziale intensywnej terapii, otrzymały od dyrektora z racji święta życia konsekrowanego - jako wyraz osobistego podziękowania - dwa bilety na występy baletu. Obie jeszcze nigdy nie były na takim występie, ale teraz - za pozwoleniem przełożonej - postanowiły jednak skorzystać z zaproszenia.
    Następnego dnia dzwoni dyrektor i pyta, jak im się podobało przedstawienie.
    - Wspaniale - mówi jedna z nich - Ludzie na scenie byli tacy mili. Gdy moja współsiostra zasnęła, to wszyscy tańczyli na palcach, aby jej nie zbudzić.

    Co myśli mężczyzna idący z żoną na zakupy?
     Nie myśli, bo jakby myślał, to by siedział w domu przed telewizorem
    .

    Małżeństwo wybiera się na przyjęcie. Mąż pyta:
    - Kochanie, którą koszulę mam włożyć: niebieską bez guzików, czy szarą w tłuste plamy?

    - Tato, co to jest kompromis?
    - Hm, jak ci to najprościej wyjaśnić... Na przykład, jeżeli na ferie zimowe mama będzie chciała pojechać nad morze, a tata w góry, to kompromisem będzie wyjazd nad morze, ale tata będzie mógł zabrać narty, pod warunkiem, że w samochodzie zmieszczą się wszystkie rzeczy mamy
    .

    - Zgubiliście garnitur i jeszcze chcecie, żebym za niego zapłacił? - denerwuje się klient w pralni.
    - Oczywiście, bo on nam zginął już po wyczyszczeniu.

     - Do koleżanki z biura przychodzą współpracownice.
    - I co, dajecie sobie radę beze mnie? -
    pyta chora.
    - Podzieliłyśmy twoją robotę i jakoś leci. Zosia robi na drutach, Jola parzy kawę, a ja zabawiam szefa
    .

     
  •